RELACJA / wyjazd Zespołu na wyspę Wolin 2016.01.28

 

Pod koniec stycznia członkowie Zespołu Stowarzyszenia wyjechali na rodzinne spotkanie krajoznawczo-przyjacielskie nad Bałtyk. Celem naszej podróży była wyspa Wolin. Czterodniowa podróż była okazją do spędzenia tego czasu razem w pięknych okolicznościach malowniczych miejscowości i przyrody Wolińskiego Parku Narodowego.

 

W dniach 28-31.01.2016 r. wybraliśmy się na rodzinną wycieczkę Zespołu Stowarzyszenia na Wyspę Wolin. Dziś jest to już ciekawe i sympatyczne wspomnienie, ale w głowach oprócz wspomnień pozostało nam dodatkowo trochę otrzymanych informacji o roślinach, zwierzętach i pięknych miejscach tej części Polski. Przystępując do relacji z wyjazdu warto wspomnieć, że naszym schronieniem była stacja badawcza UAM w Białej Górze, na terenie Wolińskiego Parku Narodowego. Sama Biała Góra to nie wioska, jak niektórzy z nas się spodziewali (w tym ja sama, pisząca tę relację), a grupa obiektów, służących niegdyś celom wojskowym, a dziś naukowym. Teren jest ogrodzony i raczej nie próbujcie jechać tam samochodem bez wcześniejszych ustaleń. Nocka w aucie murowana :)

Tak się sympatycznie złożyło, że mieliśmy całą stację dla siebie. Nasze pociechy wykorzystywały więc czasami korytarz do dzikich pogoni. Tak się złożyło, że wśród dzieci były same dziewczynki, miały więc swoje królestwo, które kładło się spać później niż „dorosłe pokoje”. Pomimo tych nocnych szaleństw pierwszy dzień powitał nas pięknie zastawionym i przygotowanym do śniadania stołem. Młode Przyrodniczki okazały się Kucharkami (z) pełną gębą :D

 

Po śniadaniu wybraliśmy się na wycieczkę do Świnoujścia, obejrzeliśmy sobie Gazoport, połaziliśmy po plaży, zobaczyliśmy wijącego się robaczka, który był podobno bardzo rzadki i pojechaliśmy zwiedzić latarnię morską (nereida różnokolorowa Hediste diversicolor) . Nie wpuszczono nas jednak - podobno nasz Prezes miał brzydki garnitur i przekrzywił mu się krawat :)

Latarnia morska w Świnoujściu - tym razem nie zdobyta!

Nereida - morski robak :)

Potem była przeprawa promowa, a na drugim brzegu czekał już sztab powitalny w postaci dziesiątek kormoranów. Było ich mnóstwo, tłoczyły się wzdłuż brzegów jakby chciały się wszystkie pokazać w całej okazałości. Po zejściu z promu poszliśmy spacerkiem w stronę morza, szliśmy przez piękny stary Park Tysiąclecia. Natalia i Maciej - nasi przewodnicy podczas zwiedzania Wolinu - zaprowadzili nas do znanej im wędzarni ryb, gdzie mogliśmy posilić się przepyszną świeżo wędzoną rybą. To była mała wędzarnia, poza sezonem, więc ryb raczej też nie było na tony. Tak dobrej ryby chyba jeszcze nie jadłam, chociaż przeraziłam się kiedy się okazało, że mój śledź jest uwędzony w całości, jak szprotka. Oprócz flaczków nie zostawiłam jednak nawet odrobinki pysznego mięsa, nie podzieliłam się nawet z mężem :D Nie wszyscy jednak okazali się tego dnia entuzjastami wędzonych ryb, więc z jednej jadłodajni przenieśliśmy się do kolejnej. Tam były pierogi, gorąca czekolada, kawa i desery. Wreszcie syci i zadowoleni poszliśmy na plażę, którą udało nam się dojść do granicy polsko-niemieckiej. Tam były zdjęcia i przenoszenie co ładniejszych kamieni do nas – wiadomo, u nas będzie im lepiej :D

Początkowo plan zakładał spacer plażą aż do niemieckiego Ahlbeck, nie mieliśmy już jednak sił na dalszą wędrówkę i jeszcze powrót, i jeszcze prom, i jeszcze dojazd do stacji w Białej Górze. Sama byłam wykończona, a nasze dzieciaki z ledwością przebierały nogami. Wieczorem były rozmowy na temat planowanych wydarzeń organizowanych przez Stowarzyszenie i wspólne gry z dziećmi.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy spacerem połączonym z sesją terenową. Maciej i Natalia opowiadali o przyrodzie Wolina, między innymi o charakterystycznym lesie bukowym i storczykach rosnących tylko tutaj. Tym spacerkiem dotarliśmy na wzgórze Gosań, najwyższy polski klif. Poczułam się tam trochę jak na wybrzeżu w Hiszpanii, gdzie morze i góry są w jednym miejscu i nie trzeba przejeżdżać całego kraju, żeby podziwiać jedno z nich. Bardzo nam się tam podobało i było baaardzo wysoko. Udało się nawet dotrzeć do szlaku, który poprowadził nas na plażę a tam najodważniejsi wyskoczyli z butów i zanurzyli nogi w lodowatej wodzie. Niestety nie należę do tych śmiałków, zadowoliłam się samym widokiem. Wędrując plażą dotarliśmy z powrotem do naszej stacji i zajęliśmy się gotowaniem obiadu. Po takiej wyprawie na świeżym powietrzu ziemniaki z kiełbaską, zasmażaną z cebulką, smakowały wybornie.

Dzień jeszcze nie chylił się ku zachodowi więc postanowiliśmy pojechać nad Jezioro Turkusowe, to była wspaniała wycieczka. Poczuliśmy się tam jak na górskim szlaku, bo jezioro, którego wody mają ten piękny kolor, leży w dole, a okolone jest wzgórzem. Piękne miejsce i bardzo przyjemny szlak do niedługiej, intensywnej wędrówki, nagrodzonej punktem widokowym. W drodze powrotnej, już samochodami, szukaliśmy jeszcze innych punktów widokowych, ale miejsca, w które prowadziła nas nawigacja, były oczywiście również nie pozbawione widoków, jak jakby inne, niż się spodziewaliśmy :) W końcu dotarliśmy do naszej stacji, gdzie mogliśmy oddać się dalszym rozmowom o Stowarzyszeniu i nie tylko oraz zagrać z dziećmi w grę skojarzeń, która pochłonęła całą ekipę, bez względu na wiek i umiejętności.

Bardzo miło i ciekawie upłynął nam czas na Wolinie. Zobaczyliśmy piękne miejsca i dowiedzieliśmy się paru ciekawych rzeczy, a przed nami był już ostatni dzień i powrót do domu. Była to przede wszystkim jednak okazja do tego, abyśmy spędzili ten czas razem ze sobą. W poniedziałek wśród moich znajomych spore zaskoczenie wywołała moja informacja o tym, że widziałam lodówki nurkujące w morzu. Śmialiśmy się wszyscy kiedy wytłumaczyłam, że lodówki to śliczne kaczki (śliczne są właściwie tylko kaczory), które nurkują w morzu, a o których opowiadała nam Halszka, kiedy byliśmy na molo w Międzyzdrojach ostatniego dnia wycieczki. Było świetnie, nie przegapimy z pewnością kolejnego wyjazdu Stowarzyszenia, mam nadzieję, że moja relacja zachęci także innych do przeżycia razem z nami kolejnej przygody.


Krzysia Grendel

 

Przyroda wyspy Wolin

 

W powietrzu czuć było przedwiośnie. Cały czas towarzyszył nam ostry wiatr, niekiedy przynoszący lekką mżawkę. Na szczęście, w ostatni dzień Naszej przygody, niebo przejaśniło się odkrywając wyczekiwane słońce. Pora roku i związane z tym pozorne uśpienie świata przyrody, skupiły naszą uwagę na miejscowej awifaunie. Nad morzem przywitały Nas pokaźne skupiska mew: śmieszek, srebrzystych, siwych i charakterystycznych dla polskiego wybrzeża – mew siodłatych. Na wybrzeżu, niemal cały czas, towarzyszyły Nam stadka łysek, czernic, gągołów i perkozów dwuczubych. Podczas przeprawy promowej przez rzekę Świnę w Świnoujściu, na terenie portu Marynarki Wojennej RP, duże wrażenie zrobiły dzięsiątki kormoranów odpoczywających i suszących skrzydła. Na końcu słynnego molo w Międzyzdrojach przywitały nas samice ogorzałek oraz typowe "morskie kaczki" (spędzające 3/4 życia na morzu), czyli lodówki i markaczki. Ptaki te zalatują do Polski jedynie w okresie zimowym, co czyni ich obserwacje wyjątkowymi. Zmarznięta i częściowo oblodzona Zatoka Szczecińska, choć z pozoru martwa, dała nam okazję do podziwiania najokazalszych, krajowych ptaków szponiastych - bielików. 

Wyspa Wolin przyciąga unikatową dla polskiego wybrzeża przyrodą. To właśnie tutaj zachowały się na dużych obszarach buczyny kwaśne i żyzne w typie pomorskim. Podczas naszego zwiedzania wyspy zobaczyliśmy jedno  najrzadszych i najcenniejszych zarazem siedlisk przyrodniczych w Polsce - buczynę storczykową (Cephalanthero-Fagetum). Płaty tej osobliwej buczyny rozwijają się w szczytowych partiach wzgórz morenowych, które cały czas erodują na skutek działalności morza. Z obrywów w kierunku lądu nawiewany jest do wnętrza lasu bukowego drobny materiał o zasadowym charakterze. Tak powstaje naspa przyklifowa, czyli typ gleb unikatowy dla Wolinu. W świetlistym lesie bukowym rozwijają się licznie trawy oraz gatunki łąkowe i muraw ciepłolubnych. Wśród bardzo wielu gatunków runa na szczególna uwagę zasługuje występowanie licznych przedstawicieli rodzimych storczykowatych. Las ten ciągnie się stosunkowo wąskim pasem w brzeżnej strefie lasu i klifu (szerokość od kilku do kilkunastu metrów). O tej porze roku nie mieliśmy niesty okazji doszukiwać się kęp storczyków, w tym gnieźnika leśnego czy buławników.

 

W żyznych buczynach Wolińskiego Parku Narodowego spotkać można typowe dla nich gatunki runa, tj. perłówka wielokwiatowa i żywiec cebulkowy. Co ciekawe obydwa gatunki w kilku zaledwie miejscach występują także w południowej Kasztelanii Ostrowskiej. W Wielkopolsce żywiec cebulkowy to roślina zagrożona wymarciem. Perłówka wielokwiatowa i żywiec cebulkowy są osobliwościami, które osiągają w naszym regionie kraniec zasięgu i występują na reliktowych stanowiskach. Na wydmowym odcinku wybrzeża w Świnoujściu mieliśmy okazję zobaczyć duże połacie ciekawego gatunku nadmorskiego - honkenii piaskowej. W styczniu pozostały zalediwe obumarłe resztki roślin i nasiona, które wiosną wykiełkują, dając początek kolejnej generacji. Honkenię w rodzimej florze wyróżnia ciekawy sposób zapylania. Roślina wykorzystuje gnany wiatrem piasek do przenoszenia pyłku. Zima to jednak przede wszystkim okres spoczynku roślin. W tym roku wyjątkowo łagodna sprawiła, że już w styczniu pierwsze pączki rokitnika zwyczajnego (chroniona roślina nadmorska) nieśmiało rochylały się ku Bałtykowi.

 


Halszka i Maciej