Z życia Stowarzyszenia || wyjazd do Białowieży 2016.05.30

 

W maju odbył się kolejny wyjazd rodzinny naszego Zespołu. Każdy taki wyjazd to okazja do poznawania nowych miejsc i poznawania siebie. Początek maja to idealna pora na oglądanie żywej Puszczy Białowieskiej, pełnej wtedy kwitnącego runa i świergolących ptaków. Wybraliśmy Puszczę Białowieską, bo to szczególne dla polskiego dziedzictwa miejsce, które zarazem pokazuje, jak dawniej wyglądały leśne ostępy Kasztelanii Ostrowskiej. Wyjazd tak daleko dał nam pogląd na nasze tereny. Sporo mamy różnych przemyśleń dotyczących Kasztelanii Ostrowskiej. 

 

Gościliśmy w Stacji Geobotanicznej Uniwersytetu Warszawskiego. Do tego miejsca rokrocznie wraca część osób na jesienne seminaria naukowe. Do Białowieży wybraliśmy się pociągiem - ponad 500 km koleją i autobusami. Podlasie jak zwykle przywitało nas całym swoim urokiem. Inne krajobrazy pól, inny układ wsi, architektura wschodu w najpiękniejszym swoim drewniano-miodowym wydaniu. Atutem pobytu w Puszczy Białowieskiej była obecność na pokładzie biologów. Nawzajem wyszukiwaliśmy, rozpoznawaliśmy i fotografowaliśmy bioróżnorodność lasów naturalnych. W przypadku terenów cennych przyrodniczo, taka świadomość, co właśnie widzimy jest szalenie ważna. Można powiedzieć, że byliśmy turystami kwalifikowanymi :)

 

Szlakiem dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego

 

Podlasie to tygiel kulturowy. Tutaj od stuleci mieszkali koło siebie wyznawcy chrześcijaństwa zachodniego, prawosławia i islamu - na długo wcześniej niż zaczęto otwarcie mówić o multikulturowości. Pierwszego dnia wybraliśmy się do skansenu w zachodniej części Białowieży. Lokalni społecznicy z własnych środków oraz przy wsparciu przychylnych ludzi gormadzą tu zabytki materialne białowieskiej części Podlasia. Chaty w skansenie nie są tak oderwane od powszechnego krajobrazu, jak ma to miejsce w Wielkopolsce. Tutaj nie jeden muzealny obiekt ma swoich zamieszkałych braci we wszystkich pobliskich miejscowościach. Mieszkańcy tej części Polski nadal żyją w drewnianych domach, których architektura jest kontynuuacją tradycji. Nikogo to tutaj nie dziwi. Zgodziliśmy się, co do tego, że regionalizm to nie tylko stan zachowania przedmiotów i budynków, ale przede wszystkim stan ducha. Bardzo pozytywnego ducha podlaskiego w tym przypadku.

 Zajrzeliśmy do kameralnej galerii rękodzieła i spotkaliśmy się z twórcami Uniewersytetu Powszechnego w Teremiskach. Ciepło przyjęci mieliśmy okazję poznać ideę działania tej społecznej inicjatywy oraz zobaczyć wnętrza budynku.

 

Marsz po Puszczy

 

Skraj zabudowań Białowieży otaczają mokradła, łąki i pola uprawne. Wycięta enklawa wśród lasów nazywana jest Polaną Białowieską (nie taka polanka, bo mieści w sobie główny ośrodek gminny). W runie lasów liściastych kwitły masowo zawilce, przylaszczki, kokorycze, groszki i wiele innych roślin uznawanych za gatunki starych lasów. Wiosenne lasy spływały potokami zgromadzonej zimą wilgoci. Okolica oferuje przystępne trasy dla turystów chętnych zobaczyć na szlakach, dlaczego Puszcza ta jest wyjątkowa. Blisko szosy do Teremisek stoi wieża obserwacyjna wśród rozległych łąk koszonych dla ochrony siedlisk żerowania orlika krzykliwego. Wdrapaliśmy się na nią ochoczo. Przed nami na horyzoncie ściana pradawnej puszczy...

Warto zaznaczyć, że na szlakach nie byliśmy sami. Tłumy przyjechały w tym czasie na ten osobliwy kraniec Polski. Pradawny las jest dużą atrakcją dla gości ze wszystkich ston Polski. Napędza to lokalną gospodarkę opartą na walorach przyrody, dając kolejne miejsca pracy. 

Zielony początek maja to w tym roku także prawosławne święta Wielkiej Nocy. Odświętnie ubrani mieszkańcy także popołudniami spacerowali po Puszczy. Z jedną z rodzin, porozmawialiśmy przy okazji nietypowych okoliczności. Idąc ścieżką "Żebra żubra", zauważyliśmy zrywającą liście czosnku niedźwiedziego grupkę ludzi. "Turyści trzebią ten rzadki gatunek?" - postanowiliśmy zagadnąć. Nie byli to turyści, ale właśnie pobliscy mieszkańcy. "I co Państwo z Wielkopolski sądzą o tym, co tutaj dzieje się?" - z serdecznym uśmiechem zapytała głowa rodziny, Pani ze swoiskim akcentem da tych stron. "Zachwyceni jesteśmy! U nas już dawno pozbyliśmy się tak pięknych lasów" odparliśmy z niepochamowaną radością. Przez kilka minut bardzo szczerze i z sympatią szliśmy razem dalej komentując stosunek do Puszczy. Ciekawa konkluzja zrodziła się, którą mieliśmy okazję osobiście doświadczyć. Stosunek mieszkańców do Puszczy, to stosunek do ojczyzny, do rodzinnych stron. Puszcza to historia ich samych. Opowiedzieliśmy otwarcie o sobie. O tym, że jesteśmy zarazem biologami i społecznikami ze stowarzyszenia. Znaleźliśmy pozytywny język. Rozmowa o czosnku niedźwiedzim, że zakaz zbioru powinien dotyczyć przyjezdnych turystów, a mieszkańcy mogą zbierać go dla siebie, mile zaskoczyła naszych rozmówców. Lokalnego drewna dla mieszkańców także w zupełności wystarczy, a rozkład naturalny nie jest marnotrastwem. Zdziwili się nasi rozmówcy, gdy wskazaliśmy na błąd w systemie dystrybucji drewna - stąd rzekomo "brakuje drewna dla mieszkańców i trzeba sprowadzać węgiel". Mieszkańcy są za Puszczą. Jedynie chyba panuje duża dezinformacja.

 

Odwiedziny u żubra

 

Kolejnego dnia przywitało nas piękne słoneczko. Po śniadaniu wyruszyliśmy do rezerwatu pokazowego żubra, aby obejrzeć charakterystyczne dla Puszczy Białowieskiej gatunki ssaków. Droga wiodła przez tzw. "Żebra żubra" - ścieżkę częściowo usypaną piaskiem, a częściowo składającą się z drewnianych mostów, która została otwarta kilka dni przed naszym przybyciem. Na miejscu mieliśmy okazję obejrzeć wiele zwierząt. Wśród nich były oczywiście żubry, a także rysie, konie, jelenie, wilki, dziki i żubronie, będące skrzyżowaniem żubra z krową. Niemałą atrakcją były stoiska z pamiątkami, dzięki któremu nasza żubrza rodzina powiększyła się.


Te dzikie nieogrodzone żubry także widziało kilkoro z nas na przedpolach Puszczy w części pólnocnej Białowieży. Łąki są idalnym dla tych wielkich roślinożerców. Oferują dużo wartościowego pokarmu przy małym nakładzie sił na zdobywanie odpowiedniej jego ilości dla wysycenia potrzeb kilkuset kilogramowych osobników. Aby jednak zobaczyć "dzikiego" żubra, trzeba bardzo wcześnie wstać i cichutko wybrać się z rana z lornetką.

 

Matecznik

 

W kolejny dzień, wybraliśmy się na wycieczkę z lokalnym przewodnikiem do ścisłego rezerwatu, aby zobaczyć "najbardziej dziką puszczę", czyli tzw. Rezerwat Ścisły. Puszcza Białowieska, w każdej porze roku ma swój niepowtarzalny urok, ale wiosną jest przecudowna. Aspekt wiosenny, który w runie zakwita dywanami, mieni się dziesiątkami gatunków. Łany czosnku niedźwiedziego i zapach, który się roztaczał zapadnie nam na długo w pamięci. Byliśmy oczarowani majestatem lasu. Najbardziej utknął w pamięci widok olsu (las olszowy brodzący w wodzie), jak z baśni o krasnoludach. Dęby i lipy (nawet ponad 40 m wysokości!) i my jak Alicja w Krainie Czarów. Las żył, to pewne.

 

Nasz wyjazd oczywiście to także długie rozmowy podczas wędrówek i wspólnych posiłków. Wieczorami gry, na obiad lokalne pyszności. Wyjazd tak daleko dał nam pogląd na nasze tereny. Sporo mamy różnych przemyśleń dotyczących Kasztelanii Ostrowskiej. Puszcza Białowieska to miejsce, do którego jeszcze zamierzamy wrócić. Meldujemy na własne oczy - Puszcza żyje :)

 

W mateczniku żubry ganiali: Ewa, Helena, Natalia, Patrycja, Zuza, Krzysztof, Maciej, Miłosz.

 


Ewa Komorowska, Maciej Jędrzejczak, Miłosz Siwak