/ RELACJA / "Ołbin. Adoracja" Eli Jabłońskiej w ramach projektu "Wrocław - wejście od podwórza" 2015.07.10

 

Lipiec we Wrocławiu. Elżbieta Jabłońska zadała nam trudne pytanie o różnorodność roślin spotykanych na 10 wybranych podwórkach dzielnicy Ołbin. "Ołbin. Adoracja" pod takim tytułem realizowaliśmy razem jedno z działań w ramach projektu "Wrocław - wejście od podwórza". Wymagało to konsekwentnej inwentaryzacji przestrzeni oraz przyjrzeniu się niepozornym podwórkom dokładniej. Każdy gatunek zasługiwał na uwagę. Notowaliśmy ozdobne byliny przydomowe oraz spontanicznych przybyszów na trawnikach, pod drzewami, wśród szczelin bruku i murów. Z jednej strony te same rośliny zamieszkują wrocławskie podwórza, ale równocześnie każde kryje coś osobliwego. Tak oto w rzeczywistości zaczęła się adoracja tej przestrzeni.

 

Celem współpracy było zainwentaryzowanie  przestrzeni 10 wybranych podwórek dzielnicy Ołbin we Wrocławiu pod względem elementów wyposażenia, architektury, znamienych wyróżników, roślin spotykanych sponatanicznie i tych nasadzonych. 


"Co do inwentaryzacji, jestem jej absolutną wielbicielką. Chcąc ją rzetelnie przeprowadzić musimy spędzić sporo czasu w określonym miejscu. To bycie i trwanie skutkuje specyficzną adoracją przestrzeni. Zaczynamy wówczas bardzo wnikliwie obserwować poddany oglądowi obszar, który z czasem zmienia swój niedoskonały kształt. Krajobraz zostaje osadzony w konkretach, liczbach, przedmiotach, fizycznych faktach. Przedstawienie słowno-liczbowe działa na wyobraźnię, rozszerza pole naszej percepcji, zaskakuje i obnaża materię. Może nas zadziwić, bowiem nie wszyscy widzimy tak samo" Elżbieta Jabłońska / Ołbin. Adoracja 2015


 

Trzy osoby z naszego Stowarzyszenia podjęły się poznania bogactwa roślin naczyniowych Ołbina - Natalia Olejnik, Maciej Jędrzejczak, Adrian Seifert. Wrocławski Ołbin przypomina z jednej strony poznański dolny Łazarz i Wildę, ale równocześnie zaskakuje swoją indywidualnością. Dawny styl architektoniczny miesza się ze współczesnymi wizjami budownictwa mieszkaniowego. Duże podwórza zamknięte są z każdej strony przytulonymi do siebie kamienicami oraz powojennymi "plombami". Do ich wnętrza wiodą duże bramy otwarte dla przybyszów z zewnątrz. W środku dziedzińce, place, rozległe trawniki, morza asfaltowo-betonowe.

Między nimi rosiane małe ogródki i rabaty, samodzielnie komponowane przez miszkańców miejsca spotkań wysposażone w ławki i stoliki. Przez minione dekady krajobraz śródmieścia zmienia się. Wnętrza podwórek rozkrajane są płotami oddzielającymi mieszkańców odnowionych budynków od pozostałych lokatorów, zamieszkujących kamienice nadgryzione zębem czasu. Gdzieniegdzie napisy manifestujące poglądy i bunt wobec otoczenia oraz "freski" ozdabiające tynki motywami bajkowymi i roślinnymi.

W przestrzeni tej miejsca dla siebie szukają rośliny. Jedne zaproszone są na urządzone rabaty zaś inne walczą o miejsce niezależnie od tego, czy ktoś w ogóle na nie spojrzy. My nie tylko patrzyliśmy, ale chcieliśmy poznać ich jak najwięcej.

 

Bioróżnorodność podwórkowa

 

Podczas naszej wizyty we Wrocławiu przez trzy dni zanurzeni byliśmy w przestrzeni niepokornego Ołbina. Podwórka najczęściej nie sposób zaklasyfikować do "zadbanych" w odniesieniu do ogólnomiejskiej definicji ładu - wystrzyżonych parków, zieleńców z bratkami i zgrabnymi ławkami. Są jednak autentyczne, gdyż odzwierciedlają codzienne życie mieszkańców konkretnych miejsc. Podczas naszych inwentaryzacji spisywaliśmy dla każdego obiektu odnalezione gatunki, zaś w przypadku niepewnych form pozostawaliśmy przy klasyfikacji do rodzaju. Z nosem przy ziemi. Wpatrzeni w trawniki. Ludzie pytali nas, co robimy. Zazwyczaj z usmiechem i zaciekawieniem. Przychodzili starsi pełni podziwu, że ktoś z botaników ("Państwo są badaczami jakimiś, tak?") bacznie obserwuje przyrodę ich podwórek. Przychodzili też młodsi i razem z nami, po imieniu już sobie znani, sprawdzaliśmy cóż takiego rośnie w okolicy. Pytali nie tylko o nazwy roślin, ale też dlaczego te gatunki tak wyglądają i dlaczego rosną akurat w tym miejscu (pytanie typowe dla naukowych badań z dziedziny ekologii! brawo Oni!).

W przestrzeni miejskiej nadal spotkać można rośliny leśne, łąkowe czy nawet mokradłowe. Na rabatach sadzone są formy ozdobne gatunków, które w naturze są rzadkie i zagrożone, a przez to często chronione prawem. Równocześnie troska o przestrzeń publiczną generuje inicjatywy zakładania przydomowych ogrodów i rabat, w których sadzone są czasem rzadko spotykane odmiany roślin ozdobnych. Pewne gatunki spotkamy nieomal wszędzie - inne sporadycznie. 

 


"Podczas prowadzonych prac inwentaryzacyjnych opisanych zostało 286 taksonów w randze gatunków (245) i rodzajów (41). Wśród wszystkich odnotowanych roślin 50,3% taksonów to gatunki występujące spontanicznie, wzrastające i rozsiewające się niecelowo - w tym rośliny trawników, zieleńców, porastające płyty chodnikowe, place zabaw, parkingi oraz rabaty (jako chwasty). Drugą połowę zasobów gatunkowych (49,7%) stanowią rośliny celowo sadzone na podwórzach jako ozdobne drzewa, krzewy oraz rośliny rabatowe (wieloletnie i jednoroczne)." Natalia Olejnik, Maciej Jędrzejczak, Adrian Seifert / wyniki inwentaryzacji do: Elżbieta Jabłońska / Ołbin. Adoracja 2015


 

Na wrocławskim starym mieście rośnie na przykład dziko "zboże". Jęczmień płonny spotykany jest w dużych miastach, które stanowią tzw. wyspy ciepła, charakteryzujące się podwyższoną temperaturą powietrza w ciągu roku w stosunku do przedmieść i terenów dzikich. Wynika to z nagromadzenia powierzchni zabetonowanych, które łatwiej nagrzewają się w słońcu oraz promieniują ciepłem zimą na skutek ogrzewania budynków, wprowadzenia gęstej sieci instalacji ciepłowniczych i ruchu samochodowego. Miejskie wyspy ciepła są ostoją dla roślin z cieplejszych stref klimatycznych, które zawędrowały do nas przypadkowo lub jako nasadzone. Rośliny te rzadko można spotkać także przy głównych drogach wylotowych z miast na obszarach wiejskich.

Wśród dzikich roślin, które bardzo miło było znaleźć, wspomnieć warto o paprociach. Zanokcica murowa to przykład naskalnego gatunku, który sporadycznie spotkać można w cienistych i wilgotnych zakamarkach na murach z zaprawą betonową (wapienną). Typowy jest dla obszarów górskich (np. pobliska od Wrocławia góra Ślęża), stąd napotkanie takiego "dzikusa" w centrum pokazuje, że natura szuka swojego miejsca nawet nieproszona.

Ogrodzony wiejski zagonek z kukurydzą obok kamienicy był sporym zaskoczeniem, zaś w ciepłych miejscach spotykaliśmy cykorię podróżnik, pochodzącą z obszaru śródziemnomorskiego i Bliskiego Wschodu, wykorzystywaną w produkcji kawy zbożowej.

Wrocławskie podwórka skrywają bogactwo roślin, o których można by mówić i pisać wiele. Może będzie okazja mieszkańcom pokazać ten mikroświat pod ich nogami. Współdzielą wszak tę samą przestrzeń, a takich kolorowo-zielonych sąsiadów warto poznać :)

 

Bardzo dziękujemy wrocławskiej ekipie związanej z projektem "Wrocław - wejście od podwórza" za miłe przyjęcie. Dziękujemy szczególnie też Eli Jabłońskiej za zaproszenie do projektu, moc inspiracji oraz miłe reakcje zaskoczenia na wieści o kolejnych małych odkryciach botanicznych bioróżnorodności Ołbina
Natalia, Adrian, Maciej :)

 

 

P.S. Wulkaniczna Ślęża na deser


Być tak blisko wygasłych wulkanów na terenie Polski i nie odwiedzić ich - nie da się! Do pociągu powrotnego mieliśmy jeszcze pół dnia. Wybraliśmy się poza miasto do miejscowości Sobótka u stóp góry Ślęży.

Jej zdobycie zajmuje około 1,5 godziny, lecz nam udało się trochę szybciej. Choć szczyt znajduje się w ogledłości ponad 30 km od Wrocławia to było go widać doskonale, tuż przy krawędzi horyzontu. Miejsce jest bardzo klimatyczne, podejścia iście górskie, dlatego zejście jest nieco trudniejsze niż wejście. Przy szlaku rosną sporadycznie gatunki o górskim charakterze np. przenęt purpurowy (Prenanthes purpurea).

Na szczycie spędziliśmy 45 minut. Niegdyś odbywały się tu legendarne sabaty czarownic, dlatego na polanie postawiono w późniejszym czasie kościół. Obcenie na Ślęży funkcjonuje także schronisko. Raz na jakiś czas warto ruszyć partiami mięśni niedostępnych dla ceprów z nizinnej Wielkopolski. Miejsce jest bardzo atrakcyjne turystycznie, dlatego odwiedzając Wrocław warto rozważyć wizytę w Sobótce oraz oddanie się w objęciach tajemniczej góry. My nie żałujemy :)

 


Maciej Jędrzejczak, Adrian Seifert